Tak, to mój drugi wpis gościnny na blogu małżonki szanownej
mej pięknej a jakże... ;) Narusza mir domowy mego zmysłu słuchu w celu
uzyskania notki na temat przyczepek rowerowych dla pociech naszych przecudnych.
Bo ja niby się znam...
Znam, czy
nie znam faktem jest, że trochę poszperałem w internatach przepastnych jak
poszukiwałem fotelika rowerowego dla Gabrysi jeszcze. Wówczas wybór padł na
firmę Belleli i jej fotelik Mr. Fox w wersji z montażem do ramy.
![]() |
| Gabrysia zaraz po pierwszych urodzinach :-) |
Zalety tego
fotelika to: regulowany pochył (bardzo ważne szczególnie dla małych dzieci –
wygodniej im się podróżuje w pozycji półsiedzącej), pałąki montażowe do ramy
dają świetną amortyzację w czasie jazdy, góra oparcia fotelika jest
wyprofilowana tak, żeby kask pociechy naszej się zmieścił a i latorośl główkę swą
wsparła. Takich oczywistości jak 5-punktowe pasy, regulowana wysokość podnóżków
wraz z zapięciem nóżek i wyściełanie siedziska pianką można nie wymieniać. Ze
zdjęć widać też, że zabudowa fotelika ukierunkowana jest na maksimum
bezpieczeństwa w czasie ew. wywrotki jeźdźca dwukołowego.
A teraz
wady. Jak się jeździ tempem „przelotowym” (25-30km/h) to w dni średnio ciepłe
albo średnio słoneczne dziecko zwyczajnie marznie od pędu powietrza. Kolejną
sprawą jest to, że doskwiera nuda naszemu pasażerowi.
Pierwotnie
po trzech wyprawach rowerem z młodą naszą plan był na przyszłość zakupienia
drugiego takiego fotelika na rower mej połowicy (rower, który dopiero kupić się
zamierzał). Plan ów, mimo wad swoich (wymienionych w akapicie powyżej) może by
doszedł do skutku, gdybyśmy śmierdzącą stolicę województwa naszego nadal
zamieszkiwali. :) Chodzi oczywiście o to, że wózki rowerowe dla dzieci w
mieście, gdzie infrastruktura rowerowa stoi na poziomie niewiele wyższym od (tu
miał być dowcip polityczny, ale żonci cenzura mi tego nie puści ;)) powiedzmy 2
(w skali 10-cio stopniowej) są średnio bezpieczne i mało komfortowe do użytku
codziennego. Jednakowoż przeprowadzka nam się trafiła niemal na wieś. Tutaj po
paru miesiącach zimowych uznaliśmy, że odległości do przedszkola i pracy są tak
niewielkie, że w dni ciepłe, niekoniecznie słoneczne, żal nawet samochodu
będzie odpalać. I tak zaczął rodzić się na nowo pomysł wspólnego jeżdżenia
rowerem. Ponieważ lęki małżonki mej przed zrobieniem krzywdy jednemu z naszych
diabełków uśmiechniętych wywrotką dwukołowca wraz z fotelikiem są wielkie,
zaczęliśmy myśleć o rikszy dla młodzieży.
Tak oto, zaczyna się wpis na blogu.
Po
obejrzeniu ton całych aukcji na wiadomym portalu głupszy szczerze mówiąc byłem
niż przed tym. Zaczęła się analiza. Tu Was, czytelnicy drodzy bloga
karlitkowego, zasmucę trochę. W kanionach przepastnych internetów naszych
powszednich próżno szukać rzetelnych i wyczerpujących informacji na temat
powozów rowerowych pociech naszych. Absolutnie nic konkretnego, a tym bardziej
nic, co oczywistością nie jest. Tak więc swoje opinie opieram tylko i wyłącznie
o swe przemyślenia jako rowerzysty wieloletniego (jakoś tak od 5 roku życia –
kilku rowerów już żywota zakończyłem).
Wózki
rowerowe dla dzieci podzielić można na dwie kategorie. Te droższe i dużo
droższe od rowerów oraz te w cenie rowerów i tańsze od nich.
Za co płacimy?
Wizualnie za trochę pogiętych profili stalowych bądź aluminiowych, trochę szmat
nieprzemakalnych i dwa kółka. Jak zawsze diabeł tkwi w szczegółach.
Przyczepki
bardzo drogie są atestowane na wszelakie sposoby możliwe i niemożliwe i
nierzadko mogą się poszczycić przejściem testów zderzeniowych z samochodami. Z
pewnością jest to ogromny atut. Niektóre modele posiadają specjalne wkładki dla
noworodków. Kolejnym jest to, że modele z wysokiej półki są wyściełane gąbkami,
atłasami oddychającymi i mają przyciemniane okienka. Fajnie, współcześnie,
trendi i w ogóle. Jest jeden problem – brak klimatyzacji i tabletu... Żartuję.
Nas na to nie stać po prostu. Nie jestem w stanie wydać na dwa kółka dla
dzieciaków wielokrotności moich dwóch kółek.
Przykładowa przyczepka z wyższej półki. Marne 4500 zł ;-)
![]() |
| Chariot Cougar 2 źródło: internet |
Zaglądamy
więc na półkę poniżej tysiąca złotych (tak, sprawdziłem Belleli, tak z
sentymentu – ceny mniej więcej dobrej klasy roweru dla przeciętnego zjadacza
chleba). Są przyczepki, o takie jak najczęściej widać na ścieżkach rowerowych.
Nie ma aż takiej różnorodności modeli jak w półce wysokiej, jakoś wszystkie
podobne do siebie. No to zajrzyjmy do specyfikacji technicznych. A tu
wyjaśnienia już na wstępie. Ładowność większości modeli to 45kg. Wydaje się w
porządku? No to aKuKu! To jest wartość BRUTTO, więc razem z masa przyczepki
(która to przeważnie wynosi powyżej 15kg). Nie ma to znaczenia, jeśli kupujemy
powóz dla jedynaka naszego ukochanego. Ale jak diabełków jest dwie sztuki...
Dwa dorodne diablątka przekraczają już wspólnie 30kg. Inną, pominiętą wcześniej
przeze mnie kwestią, jest wymiar wnętrza. Pominąłem to z dwóch przyczyn: po
pierwsze małe ma to znaczenie, skoro dopuszczalna ładowność jest za niska, a po
drugie to się zaraz dowiecie.
Przykładowa przyczepka tej niższej półki.
![]() |
| źródło: internet |
Okazuje się,
że na całym portalu znajomym tylko jeden model w ludzkich pieniądzach spełnia
warunek ładowności. Mamy 60kg brutto przy masie przyczepki 16kg. Dodatkowo
tylko ten model ma wpisane jasno, że siedzisko dzieci ma wzmocnienie (a to istotne
jest, gdyż w tanich modelach siedziskiem jest „ławeczka” zainstalowana w
postaci płacht materiałów rozpiętych pomiędzy pałąkami stelaża). Na okrasę mamy
stożkowe sprężynki jako amortyzację (tu chodzi o fizyczne przenoszenie sił z
koła na amortyzator sprężynowy i jego sprawność w zależności od wartości
obciążenia – i nie, to że niektóre maja czerwoną barwę nie oznacza, że są
sportowe i lepsiejsze od czarnych swych braci). Model w wersji XL. To jest
drugi powód wcześniej nieopisany. Jedyna przyczepka o wymiarach pozwalających
zmieścić dwa diablątka w takiej odległości szyj, żeby się nie zagryzły w czasie
podróży.
Fajnie jest,
kiedy przyczepka taka ma standardowo na wyposażeniu kółko przednie do wersji
jogger (huczna nazwa – w końcu wszyscy marzymy o bieganiu z wózkiem pełnym
wściekłych, delirycznie roztelepanych na naszych idealnych chodnikach,
diablątek). Można sobie zrobić wózek dla dwojga maluchów i wybrać się w
niedzielę do parku na spacerek, z załadowanymi hulajnogami do części bagażowej
i nie mieć już zmartwienia, że w drodze powrotnej diablątka knować będą
zmęczenie okrutne, co rodzicieli obarczy taszczeniem hulajnóg wraz z
diablątkami i spacerek relaksujący diabeł paskudny trafił. I tu o części
bagażowej. Nie warto dawać się kusić na hasła „największa na rynku” itepe.
Porównując różne zdjęcia zauważyć można, że im większa deklarowana część
bagażowa wózka, tym oparcie kanapki dzieci bliżej jest przodu. Oczywistym jest,
że miejsca dla nóżek naszych przesłodziutkich się za mało zrobi o oka mgnieniu.
A na koniec
jedna ważna rzecz. Wersja jogger powinna obowiązkowo posiadać hamulec ręczny na
rączce. Chyba nikt nie chciałby musieć zapanować nad wózkiem o wadze około 50kg
schodząc z górki jakiejś... Koła niekoniecznie duże, rzecz jasna atmosferą
wypełnione być winny. Na komfort podróży wściekle znudzonych diablątek naszych
mieć to będzie znaczący wpływ.
Rozpisałem
się niemożebnie, ale mam nadzieję, że czytało się szybko i pomogę trochę w
dokonaniu wyboru dla waszych pociech.
Gdy już zakupimy swoją przyczepkę dokładnie rozpiszemy się w owym temacie ;-)
Dziękuję,
dobranoc :) Mamutek

Z dziećmi na rowerze





