Kolejny miesiąc za nami. Norbert zdobył kilka nowych umiejętności :-)
* częściej się uśmiecha można powiedzieć, że ma zadatki nie smieszka ale w mniejszym stopniu niz Gabi w jego wieku
* Norbert jest typem obserwatora - lubi obserwować wszystko co zobaczy
* uwielbia matę edukacyjną i zawieszki, zwłaszcza te z dzwoneczkami w środku
* celowo wyciąga rączki do grzechotek, zawieszek
* uwielbia patrzeć na swoje ręce i często się nimi bawi
* leżąc na plecach przyciąga kolanka do klatki piersiowej, łapie się za kolanka
* leżenia na brzuszku dalej nie lubi ale nie jest już tak źle jak wcześniej
* leżąc na brzuszku dźwiga się żeby przekręcić się na plecy i już raz mu się udało :-)
* leżąc na brzuchu szykuje się do pełzania chodzą mu całe nóżki i bioderka :-) komicznie to wygląda :-) przy takich manewrach zaczyna delikatnie pełzać
* z pozycji półleżącej dźwiga się do siadania
* stabilnie trzyma się w pozycji pionowej na rękach - jego ulubiona pozycja
* krzykiem domaga się obecności drugiej osoby, zwłaszcza mamy :-)
* jeśli coś mu się nie podoba lub mu nie wygodnie od razu to sygnalizuje, zazwyczaj krzykiem - taki mały krzykacz z niego ;-)
* wydaje radosne okrzyki, popiskuje :-)
* bardzo dużo gaworzy - zwłaszcza rano :-)
* wszystko czego dosięgnie ląduje w buzi :-) bardzo lubi ssać i obgryzać rączki - nie wiem czy nie jest to spowodowane ząbkowaniem
* odwraca główkę w kierunku mówiącej osoby - bardzo często skupia uwagę na ganiającej dookoła siostrze i często ją zaczepia gaworzeniem
* bardzo lubi zabawy przed lustrem
* najlepiej śpi mu się na dworze
Chyba każda matka uwielbia patrzeć jak rozwija się jej dziecko :)
a tu mały gaduła :-)
środa, 4 maja 2011
poniedziałek, 2 maja 2011
Oświadczyny ponad światem - 5 rocznica
Dokładnie 5 lat temu powiedziałam TAK ;-)
W sumie wiedziałam, że to nastąpi bo w marcu podpisaliśmy umowę z lokalem na ślub ;-) tylko nie wiedziałam dokładnie kiedy. W tym terminie w ogóle się tego nie spodziewałam :-)
Pamiętam to jakby było to wczoraj. Na weekend majowy pojechaliśmy do Warszawy do znajomego. Pogoda była dość kiepska ale 2 maja pojawiło się słoneczko więc wybraliśmy się do Łazienek pochodzić po parku a później pod Pałac Kultury, trafiliśmy wtedy na wystawę. Gdy byliśmy na 30 piętrze chłopcy latali od okna do okna uwieczniając panoramę na zdjęciach. Weszłam na balkonik by lepiej przyjrzeć się widokom. Dookoła było pełno turystów. Nagle E podszedł pod balkon, spojrzał na mnie i zapytał czy na pewno jestem pewna co do wielkości pierścionka - jakiś czas temu rozmawialiśmy o rozmiarach. Pamiętam, że wtedy powiedziałam, że lepiej za duży niż za mały po czym dodałam " a co będziesz się oświadczał?" I wtedy patrząc w jego oczy ujrzałam całkowitą powagę i to coś ... a mnie ścisnęło w gardle... E wyciągnął z kieszeni czerwone aksamitne serduszko i zapytał czy zostanę jego żoną...
Odpowiedz nie mogla być inna, przez łzy powiedziałam TAK!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Wszedł na balkonik i włożył mi pierścionek na palec ... pasował idealnie. Usłyszałam, że na pierścionku jest inskrypcja ale oczywiście nie byłam w stanie jej odczytać bo miałam oczy pełne łez ... ;-) hmmm nawet teraz łezka w oku się kręci. ... Ważne, że razem... czyli nie ważne gdzie, nie ważne kiedy razem na zawsze :-) Ludzie którzy byli na tarasie widokowym robili nam zdjęcia, gratulowali ... bardzo żałuję że nie wzięliśmy kontaktu od Pani która powiedziała, że wszystko nagrała. Na szczęście Krzysio uwiecznił tą wspaniałą chwilę i dzięki niemu mamy fajna pamiątkę w postaci zdjęć.
Co jak co ale w życiu nie spodziewałam się oświadczyn w miejscu publicznym gdzie było tyle ludzi :-) to było totalne zaskoczenie :-) a emocje, które temu towarzyszyły były niezwykłe. Niby wiedzieliśmy że to nastąpi a jednak eksplozja uczuć była wielka. Na sama myśl o naszych zaręczynach pojawia się na mej twarzy budyniowy uśmiech :-) 2 maja 2006 roku data która na zawsze utknęła nam w pamięci :-) a gdybyśmy zapomnieli mamy statuetkę Pałacu kultury z wypisana data hehehehe ;-)
W sumie wiedziałam, że to nastąpi bo w marcu podpisaliśmy umowę z lokalem na ślub ;-) tylko nie wiedziałam dokładnie kiedy. W tym terminie w ogóle się tego nie spodziewałam :-)
Pamiętam to jakby było to wczoraj. Na weekend majowy pojechaliśmy do Warszawy do znajomego. Pogoda była dość kiepska ale 2 maja pojawiło się słoneczko więc wybraliśmy się do Łazienek pochodzić po parku a później pod Pałac Kultury, trafiliśmy wtedy na wystawę. Gdy byliśmy na 30 piętrze chłopcy latali od okna do okna uwieczniając panoramę na zdjęciach. Weszłam na balkonik by lepiej przyjrzeć się widokom. Dookoła było pełno turystów. Nagle E podszedł pod balkon, spojrzał na mnie i zapytał czy na pewno jestem pewna co do wielkości pierścionka - jakiś czas temu rozmawialiśmy o rozmiarach. Pamiętam, że wtedy powiedziałam, że lepiej za duży niż za mały po czym dodałam " a co będziesz się oświadczał?" I wtedy patrząc w jego oczy ujrzałam całkowitą powagę i to coś ... a mnie ścisnęło w gardle... E wyciągnął z kieszeni czerwone aksamitne serduszko i zapytał czy zostanę jego żoną...
Odpowiedz nie mogla być inna, przez łzy powiedziałam TAK!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Wszedł na balkonik i włożył mi pierścionek na palec ... pasował idealnie. Usłyszałam, że na pierścionku jest inskrypcja ale oczywiście nie byłam w stanie jej odczytać bo miałam oczy pełne łez ... ;-) hmmm nawet teraz łezka w oku się kręci. ... Ważne, że razem... czyli nie ważne gdzie, nie ważne kiedy razem na zawsze :-) Ludzie którzy byli na tarasie widokowym robili nam zdjęcia, gratulowali ... bardzo żałuję że nie wzięliśmy kontaktu od Pani która powiedziała, że wszystko nagrała. Na szczęście Krzysio uwiecznił tą wspaniałą chwilę i dzięki niemu mamy fajna pamiątkę w postaci zdjęć.
Co jak co ale w życiu nie spodziewałam się oświadczyn w miejscu publicznym gdzie było tyle ludzi :-) to było totalne zaskoczenie :-) a emocje, które temu towarzyszyły były niezwykłe. Niby wiedzieliśmy że to nastąpi a jednak eksplozja uczuć była wielka. Na sama myśl o naszych zaręczynach pojawia się na mej twarzy budyniowy uśmiech :-) 2 maja 2006 roku data która na zawsze utknęła nam w pamięci :-) a gdybyśmy zapomnieli mamy statuetkę Pałacu kultury z wypisana data hehehehe ;-)
Autor:
Karlita
niedziela, 1 maja 2011
Chrzest Święty Norberta
Data została wyznaczona na drugi dzień Świąt Wielkanocnych czyli Lany Poniedziałek (25.04.2011).
W niedzielę się przeraziłam bo po 2 tygodniach przepięknej pogody przyszło załamanie pogody deszcz, wiatr ... zimno ... ręce mi opadły ... Zaczęłam się zastanawiać jak ja ubiorę dzieciaki, bo szczerze to nastawiałam się na słoneczną piękną pogodę. Rano jak tylko otworzyłam oczy odetchnęłam z ulgą - przez okno ujrzałam słoneczko i bezchmurne niebo :-) Przygotowania do wyjścia przebiegły dość sprawnie. Do kościoła wybraliśmy się na piechotę - Norbert od razu usnął, co nie wróżyło za dobrze ;-) Przed mszą było trzeba Go obudzić bo dzieci musiały być na rękach. Przy pierwszej pieśni Norb rozwył się jak syrena straży pożarnej, która uruchomiła falę krzyków innych dzieci. Wyszłam z nim do zakrystii, mama chrzestna przyszła z pomocą niosąc butelkę z piciem ale i to nie pomogło więc wyszłam z Nim na dwór. Gdy się uspokoił postanowiłam wrócić do środka. Niestety za każdym razem gdy "tłum" zaczynał śpiewać Norbert ogłaszał swój sprzeciw, do tego Gabrysia przyszła sprawdzić dlaczego Brat płacze i tak się rozżaliła, że do końca mszy przesiedziała wtulona w ramiona taty. Przy sakramencie chrztu nie obyło się bez płaczu ;-) ale zaraz po Norb udał się do krainy snów :-) czyżby coś w tym było ???
W niedzielę się przeraziłam bo po 2 tygodniach przepięknej pogody przyszło załamanie pogody deszcz, wiatr ... zimno ... ręce mi opadły ... Zaczęłam się zastanawiać jak ja ubiorę dzieciaki, bo szczerze to nastawiałam się na słoneczną piękną pogodę. Rano jak tylko otworzyłam oczy odetchnęłam z ulgą - przez okno ujrzałam słoneczko i bezchmurne niebo :-) Przygotowania do wyjścia przebiegły dość sprawnie. Do kościoła wybraliśmy się na piechotę - Norbert od razu usnął, co nie wróżyło za dobrze ;-) Przed mszą było trzeba Go obudzić bo dzieci musiały być na rękach. Przy pierwszej pieśni Norb rozwył się jak syrena straży pożarnej, która uruchomiła falę krzyków innych dzieci. Wyszłam z nim do zakrystii, mama chrzestna przyszła z pomocą niosąc butelkę z piciem ale i to nie pomogło więc wyszłam z Nim na dwór. Gdy się uspokoił postanowiłam wrócić do środka. Niestety za każdym razem gdy "tłum" zaczynał śpiewać Norbert ogłaszał swój sprzeciw, do tego Gabrysia przyszła sprawdzić dlaczego Brat płacze i tak się rozżaliła, że do końca mszy przesiedziała wtulona w ramiona taty. Przy sakramencie chrztu nie obyło się bez płaczu ;-) ale zaraz po Norb udał się do krainy snów :-) czyżby coś w tym było ???
Autor:
Karlita
Subskrybuj:
Posty (Atom)


