czwartek, 31 marca 2016

Żeglarstwo - wielka pasja i ostatnia wyprawa na Spitsbergen

Gdy rodzi się dziecko jest jak czysta, biała kartka, która z biegiem czasu staje się częścią wielkiej powieści. Patrzysz jak rośnie Twoje dziecko, jak się rozwija, pomagasz mu poznawać świat. Wspierasz je w jego dokonaniach, zabierasz na różne warsztaty, pokazy. Poświęcając czas dziecku, masz szansę zainteresować je wieloma tematami i może Ono odkryć swoją pasję. Pasja to doskonały sposób na trwałe zdobywanie wiedzy a jak wiadomo to procentuje na całe przyszłe życie. Dzieci fascynują się różnymi rzeczami. Interesuje je to i tamto, ale czasem bywa tak, że pasja z dzieciństwa pozostaje z nami do końca życia. W dzisiejszym poście z cyklu "Dziecko na Warsztat", którego temat brzmi "Podróże i podróżnicy" chciałabym Wam przybliżyć postać żeglarza Piotra Pietrzniaka i jego ostatnią podróż w stronę marzeń - rejs na koniec świata.

O wyprawie na Spitsbergen.

„To dla mnie przygoda życia. Wszystkie rejsy to wyzwania, ale za każdym razem poprzeczka idzie w górę. Już nie mogę się doczekać…” powiedział Piotr Pietrzniak.
Wyprawa na Horn

Piotr Pietrzniak - mój wujek, osoba bardzo mi bliska, która zawsze potrafiła wywołać uśmiech na mojej twarzy. Od moich najmłodszych lat mogłam patrzeć jak rozwija swoją pasję, którą było żeglarstwo.

 Jak to się zaczęło ?? 

"Było nas troje rodzeństwa: ja, mój starszy o rok brat Jacek i młodszy o 10 lat brat Piotrek. Wszyscy mieliśmy pasję zwiedzania świata. Jacek przemierzał Europę na rowerze, ja zwiedzałam świat z biurami podróży, a Piotr żeglował od Hornu po Spitzbergen, gdzie zmarł. Skąd ta pasja – dzięki książkom Centkiewiczów, Szklarskiego, dzięki programowi Halika i dzięki rodzicom i harcerstwu." - wspomina Violetta siostra Piotra Pietrzniaka.

"Rodzice zabierali nas na różne wyjazdy po kraju, wybrali się z nami pod namiot na wycieczkę dookoła Polski i starali się wysyłać nas na obozy harcerskie, biwaki, kolonie i rzadko wtedy możliwe wyjazdy zagraniczne" - dodaje.

Pochodzimy ze wschodniej części Polski, dość daleko od morza i to czysty przypadek, że wujek zainteresował się żeglarstwem. Zaczęło się od wyprawy nad Zalew Zemborzycki, gdzie zawsze bliżej lata widać pływające jachty. Wujek poznał tam kapitana Andrzeja Rzedzickiego, który szefował Lidze Morskiej w Lublinie. To właśnie On zaraził Piotra i jego kolegów żeglarstwem, opowiadając o dalekich rejsach, wyspach z palmami. Po roku przygotowań i nauki, można było ruszać w rejs. Najpierw mazurskie jeziora, później rejs wzdłuż polskiego wybrzeża i wyprawy na dalsze morza.

Zamykam oczy i widzę jak mała dziewczynka zbiega po schodach, po cichutku otwiera drzwi wejściowe na piętro i siada pod drzwiami pokoju, z którego dobiega muzyka , nie taka znów zwykła muzyka .... to szanty!! Uwielbiałam tak przesiadywać i słuchać jak chłopaki grają.

Zdjęcie z festiwalu Szant
Pamiętam, gdy pierwszy raz zabrał mnie na jacht ...a może to bardziej łódka ? I pływaliśmy po Zalewie Zemborzyckim. Nigdy nie zapomnę z jaką pasją opowiadał o swoich kolejnych podróżach, o kolejnych morzach i oceanach jakie pokonywał.O lądach pełnych niespodzianek.  Od chorwackich wysepek po fiordy Norwegii i Ziemi Ognistej. Zawsze podziwiałam Go za te podróże.... co jak co ale morza i oceany to nieprzewidywalna przestrzeń, to walka z żywiołem i z własnymi słabościami. Zawsze przed oczami miałam filmy typu Gniew Oceanu czy Patrol. Spokojne wody ok ale sztormy ? Przecież potrafią zaskoczyć ....

Dzięki swojemu młodszemu bratu Piotrowi, moja Mama udała się na pierwszy rejs w życiu, jako członek załogi!! A to już nie lada wyczyn!!



Życie na pokładzie - jak to wygląda?

"Do pierwszego rejsu żaglowcem namówił mnie oczywiście Piotrek, zresztą nie musiał długo namawiać. Mieliśmy płynąć  wyczarterowanym, przepięknym żaglowcem Gedania. Załoga  -grupa przyjaciół i znajomych Piotra - liczyła 14 osób: kapitan Maciek Kulawik, bosman, trzech sterników morskich, kilku żeglarzy i kilka szczurów lądowych takich jak ja.



 Był to rejs po przepięknych fiordach Norwegii, rozpoczął się w Stavanger, a zakończył w Bergen." - wspomina siostra Piotra.

"Po zaokrętowaniu załogi,bagażu i prowiantu i po wypłynięciu na morze podzieliliśmy się na wachty. Wachta trwała 12 godzin, jedna drużyna miała dyżur w kambuzie (kuchni), druga drużyna obejmowała sterowanie żaglowcem w dzień,  a trzecia po niej w nocy. Kto nie miał w danej chwili dyżuru był do dyspozycji bosmana. Bosman wyznaczał różne prace porządkowe lub konserwacyjne na jachcie np. czyszczenie i lakierowanie drewnianych elementów jachtu.  Ja byłam na wachcie z Asią, Adamem i Jackiem. Asia jako sternik prowadziła nasz żaglowiec i zapoznawała mnie i Jacka z tajnikami żeglowania, Adam jako żeglarz wspierał naszego sternika. Gdy mieliśmy dyżur w kuchni prym wodził Jacek. Gdy zbliżał się dyżur w kambuzie robiliśmy przegląd zapasów żywności, robiliśmy listę zakupów (gdy coś się kończyło) i układaliśmy menu na zbliżające się nasze dyżury. Mieliśmy stałe godziny posiłków, więc musieliśmy wstać rano, aby śniadanie dla wszystkich było gotowe na 8.00. Wszystkie posiłki rozpoczynał kapitan, jadła cała załoga, a wachta dyżurna na końcu, ponieważ musieliśmy dbać, by niczego nie zabrakło na stole. Po śniadaniu zmywaliśmy. Chwila przerwy i przygotowania do obiadu. Każda wachta dbała o to, by posiłki na jej dyżurze były smaczne i ładnie podane. Po obiedzie znów sprzątanie i przygotowania do kolacji. Po kolacji cała załoga omawiała przebieg dnia i planowaliśmy następny dzień . Czasami rozmowy trwały do późnej nocy. Kapitan starał się spełnić nasze marzenia i planował trasę na następny dzień. Moim marzeniem było zobaczyć lodowiec uchodzący do fiordu i spełniło się. Przepłynęliśmy przez dwa z pięciu najsłynniejszych fiordów Norwegii: Lysefjord i Hardangrerfjord. Rejs po fiordach Norwegii, to przeżycie, z którym niewiele może się równać. Z moich wypraw mogę porównać tę przygodę, do podróżowania jeepem po Saharze południowego Maroka." - opowiada Violetta

Wujek mawiał, że takie wyjście w morze na kilka, kilkanaście dni to nie rejs turystyczny! Każdy jest za coś odpowiedzialny. To mała powierzchnia, gdzie trzeba się dostosować i podporządkować kapitanowi. Nie ma podziału mężczyzna, kobieta  - są żeglarze. Trzeba stale uważać i dbać o każdy szczegół. Ważne jest poczucie odpowiedzialności i troska o członków załogi.

Mimo, że taki rejs to ryzyko, gdyż wypływa się na tereny, które znajdują się poza strefą ratunkową, to wujek Piotr nie wyobrażał sobie życia bez żeglowania. Członkowie załogi zawsze mówili, że Piotr to wielki optymista i że na pokład wnosi wiele radości. Takie właśnie go pamiętam. Zawsze potrafił Cię rozweselić. 

Chciałabym Wam przybliżyć ostatnią podróż Piotra Pietrzniaka, na największą wyspę Norwegii, położoną w archipelagu Svalbard, na Morzu Arktycznym, zaledwie 1000 kilometrów od bieguna północnego. Podróż na Spitsbergen, która odbyła się w czerwcu 2015r.

Ostatnia wyprawa na Spitzbergen 

Załoga jachtu „Join Us” wypłynęła 13 czerwca z Tromso. Po przepłynięciu 900 mil pierwszym przystankiem była Polska Stacja Polarna Hornsund im. Stanisława Siedleckiego , która znajduje się nad zatoką Isbjørnhamna w fiordzie Hornsund. 

Daleko od domu :-)) 20 czerwca meldunek wujka na Polskiej Stacji Polarnej Hornsund

Napisał "Wreszcie wreszcie ....sam w to nie wierzę ale jestem tutaj !!!"
Zadzwonił do swojej siostry i mówił jaki jest szczęśliwy, że tam dotarł.



Polska Stacja Polarna prowadzi całoroczne badania naukowe i jest najdalej wysuniętą na północ stałą polską instytucją naukową. Jak to bywa pod biegunem dzień polarny trwa około 120 dni a noc polarna 106 dni. Powiem Wam, że podziwiam naukowców, którzy tam pracują. Jeszcze za dnia polarnego wyobrażam sobie funkcjonowanie ale noc polarna to nie dla mnie ;-) 

Do tego można spotkać nietypowych mieszkańców, którzy kręcą się obok stacji. Mowa o niedźwiedziach polarnych. Dlatego wszyscy mieszkańcy posiadają broń. Żeglarze nie mogą od tak zejść na ląd, trzeba przestrzegać określonych zasad by nie stać się przysłowiowym obiadem. Niedźwiedź polarny jest jednym z największych niedźwiedzi i człowiek nie ma z nim szans. Są One bardzo ciekawskie i nie boją się ludzi. Potrafią nas wywęszyć nawet z 30 km. 

Piotrowi udało się zobaczyć takiego niedźwiedzia :-) 





Tu widać dokładnie - zdjęcie zrobione przez członków załogi, udostępnione na stronie wyprawy na FB 


A tu możemy dostrzec fokę :-) 


Czy tak blisko bieguna można spotkać kwiatki ? Oczywiście :-))


Załoga mogła do woli nacieszyć się lodowcami. Podobno lodowce są we wszystkich kolorach tęczy. Zależy to od stopnia utlenienia i od tego co zabrały ze sobą w trakcie tworzenia.

Horsund niedaleko POLSKIEJ STACJI BADAWCZEJ


Zdjęcia zapierają dech a co dopiero zobaczyć to na żywo :-)



gdzieś w horsundzie



Spełnił swoje marzenie i dotarł na kraniec świata.





Po czasie nasi żeglarze dotarli do Barentsburg, gdzie znajduje się ciągle działająca rosyjska kopalnia na Spitsbergenie. Jest to rosyjska osada górnicza, gdzie czas zatrzymał się w latach 80. Odwiedzili opuszczone rosyjskie miasto górnicze Pyramiden, gdzie obecnie jest tylko 6 mieszkańców. Cóż , bardzo kameralnie ;-) Jest to obecnie atrakcja turystyczna, gdzie za słoną opłatą, można sobie zwiedzić miasteczko z przewodnikiem. Podobno serwują tam najlepsze pierogi :-)








Żeglarze dotarli także do Longyearbyen, stolicy Svalbardu. Zyskało sobie ono miano najdroższego miasta na świecie. Kiedy mój Tata opowiadał, że w Norwegii jest 2-3 razy drożej niż u nas, to podobno w Svalbard jest 3 razy drożej niż w Oslo ;-) Miasto w którym nie można się urodzić , ani umrzeć. Miasto w którym jest więcej niedźwiedzi niż ludzi. 

Globalny Bank Nasion

Dużą ciekawostką, jest fakt, że niedaleko Longyearbyen wybudowano Globalny Bank Nasion. 

Globalny Bank Nasion
Zbudowany został w celu bezpiecznego przechowywania nasion roślin jadalnych z całego świata. Stanowi on zabezpieczenie dla ponad 1,4 tys. tego typu placówek na całym świecie. Są one bezpiecznie ulokowane w tunelu w wiecznej zmarzlinie. Oficjalne otwarcie miało miejsce w 2008 roku. Obiekt posiada 100 milionów nasion ze stu krajów na całym świecie. Są 3 magazyny, o pojemność na 2.000 mln sztuk nasion. 

Źródło
Źródło
Budynek nowoczesnej Arki Noego został zaprojektowany tak, by jak najmniej szkodzić środowisku naturalnemu. Wieloletnia zmarzlina, która otacza ściany banku oraz zastosowana technologia pozwalają utrzymać wewnątrz banku temperaturę -18 C przy użyciu tylko jednej 10-kilowatowej sprężarki zasilanej przez lokalnie produkowaną energię. Jest to budynek bezobsługowy, gdzie tylko raz w roku przeprowadzane są kontrole. 

Pojawił się także film z wyprawy załogi jachtu "John Us" podczas wyprawy Svalbard 2015, gdzie możecie zobaczyć, co dokładnie się działo :-)) Zobaczycie panujące tam klimaty :-) Zapraszam.




26 czerwca 2015 norweska straż usłyszała komunikat " Mayday, mayday, mayday!" z jachtu „JOIN US" . Okazało się, że po nocnej wachcie Piotr zasłabł i mimo profesjonalnej i pełnej walki akcji ratunkowej, przeprowadzonej przez członków załogi a później kontynuowanej przez ratowników i lekarzy, którzy przylecieli śmigłowcem - zmarł na jachcie. Zabrakło mu niespełna 4h by stanąć na lądzie.
W ostatnim dniu wyprawy załoga pożegnała na zawsze jednego z towarzyszy, przyjaciela i członka ich żeglarskiej rodziny. "To było jedno z najtrudniejszych doświadczeń w moim życiu ale też chyba jedno z najcenniejszych. To doświadczenie mocniej nas jeszcze scaliło jako załogę – przyznaje w jednym z wywiadów Piotr Puk, kapitan wyprawy.  Jestem pewna, że zrobili wszystko co w Ich mocy, by pomóc Piotrowi. Chciałam Im podziękować za to, że byli z nim do końca i walczyli do ostatniej chwili. Że byli mu przyjaciółmi i rodziną. Że byli przy Nim na dobre i na złe.
Kapitan wyprawy - Piotr Puk napomniał mi, że jeden z członków załogi napisał piosenkę dla Piotra i przed świętami było nagranie z udziałem całej załogi. Powstaje także film o Piotrze. Będzie to naprawdę wspaniała pamiątka, przede wszystkim dla córek wujka - Izy i Michalinki oraz dla całej naszej rodziny.
Bardzo dziękujemy za tak wspaniały gest!! 

Piotr Pietrzniak był człowiekiem, który spełnił swoje marzenia i odwiedził każdy wymarzony zakątek morza, oceanów i lądów. Bywał tam gdzie bohaterowie książek, w miejscach praktycznie możliwych do zdobycia dla zwykłego człowieka .... 

Wujek Piotr na zawsze zostanie w naszej pamięci i w naszych sercach! Jego zdjęcia pełne optymizmu będą nam przypominać jak bardzo kochał życie! 



Podróże wujka Piotrka, jak i pozostałych członków naszej rodziny, były i są fantastycznym pretekstem do podróży po mapie. Zawsze po wyprawach się spotykamy, oglądamy zdjęcia, filmy, pamiątki. Szukamy na mapie danego kontynentu, miasta, patrzymy jak to jest daleko od domu. 

Gabrysia i Norbert mają już za sobą pierwszą podróż w dalekie kraje: do Włoch na plaże Ladispoli i do Rzymu. Tu też rękę przyłożyła do tego Iza i wujek Piotr :-) Gdzie mogliśmy wspólnie spędzić kilka dni. 





Mam nadzieję, że będzie dane nam podróżować i wiem, że wujek Piotr zawsze będzie nam kibicował.

Pamiętajcie: zawsze warto wspierać pasje dzieci! Nie podcinajmy im skrzydeł mówiąc, że to nieosiągalne!! Nie ma rzeczy niemożliwych, ograniczenia istnieją tylko w naszych umysłach. Wspierajmy dzieci w dążeniach do celu, pomóżmy spełniać marzenia! 

Marzenia się nie spełniają, marzenia się spełnia!!!

Pokażmy dzieciom świat, w książkach, na mapie, na zdjęciach!


Planeta Odkrywców, jej mapy, kuferki i podróżnicze inspiracje :-)



Wykonanie globusów z balonów będzie fantastyczną zabawą :-)) 

Odsyłam Was do posta Jak wykonać globus!


Kiedy będzie już cieplej, polecam także wykonanie z dzieckiem łódeczek. Nad jeziorem, nad stawem, nad zalewem, morzem czy nawet przy kałuży ;-) czy też balii z wodą :-))

Oczywiście najzdrowsze dla środowiska będą łódeczki ekologiczne wykonane z kory, patyka i listka :-)

Źródło
Można też wykorzystać łupinki orzecha włoskiego

Tu istne arcydzieło ;-)

źródło
Wyścigi łupinkowych żaglówek mogą być świetną propozycją :-))

Źródło

Kiedy puszczamy statki w naszym basenie, możemy skorzystać z poniższych inspiracji :-)

źródło

Może żaglówka z korka ?

źródło
źródło
Tu wersja łódki jaką w tym roku zamierzamy wykonać w pierwszej kolejności

Źródło

Post powstał w ramach projektu "Dziecko na Warsztat" 

Zapraszam Was na warsztaty o podróżach tych małych i dużych przygotowanych przez uczestniczki projektu. 

Wystarczy kliknąć na logo bloga i ukażą Wam się warsztaty :-))



Słowo mamy ED Montessori Karolowa mama Kreo Team Kreatywnym Okiem Matkopolkowo Bez nudy 360 przygód Bawimy się my 3 Biesy dwa Duśkowy świat Dzika jabłoń Elena po polsku Co i robi robcio Jej cały świat Cały świat Karli Tymoszko Igranie z Tosią Kawa z cukrema Laurowy zawrót głowy Kreatywnie w domu Gagatki trzy Guguiowo Ciekawe dzieci Świat Tomskiego Ohana blog On ona i dzieciaki Nasza przygoda diy My home and heart Mama Aga Konfabula Uszywki Zuzinkowej Mamy Mama na pełen etat Schwytane chwile Pomysłowe smyki Z motylem na dłoni Zabawy z Archimedesem Zakrecony belfer Pomieszane z poplątanym Nasze rodzinne podróże Ogarniam wszechświat Kreatywna mama Nasza szkoła domowa FB Dziecko na warsztat

8 komentarzy:

  1. Zazdraszczam ludziom, którzy potrafią się tak oderwać. Przepiękne zdjęcia i pewnie piękna podróż. Zakończenie tylko nie takie.
    Łódeczki z orzechów to z bratem w dzieciństwie robiłam, jak kajtek podrośnie to na naszej rzeczce będziemy puszczać a Wasz globus naprawdę świetny.
    Pozdrawiam Ola

    OdpowiedzUsuń
  2. Piękna pasja. Współczuję śmierci wujka :(

    OdpowiedzUsuń
  3. Super mieć taką pasję od małego i być jej wiernym.
    Żeglowałam tylko po mazurskich wodach chociaż żeglowanie to za dużo powiedziane w moim przypadku. Wyprawa rewelacyjna i widoki niespotykane.

    OdpowiedzUsuń
  4. Piękna pasja, piękny artykuł i piękne zdjęcia. Dziękujemy. Łódeczki są rewelacyjne :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Super, marzy mi się taka wyprawa i oglądanie pływającego niedźwiedzia polarnego! Piękne zdjęcia.

    OdpowiedzUsuń
  6. Oj taka wyprawa to moje marzenie. Nic tylko woda i ja :-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Taka wyprawa to moje marzenie ale raczej takie, które się nie spełni bo dalej jestem szczurem lądowym. Chyba już tylko rekreacyjne wyprawy morskie mi zostają. Pięknie napisane, zawsze będzie można wrócić i poczytać.

    OdpowiedzUsuń
  8. najważniejsze to mieć pasję i dzięki niej spełniać marzenia :)
    ps w naszej rodzinie podobne żeglarskie smykałki, a mnie do wody specjalnie nie ciągnie i jacht, którym mogłabym z nimi pływać omijam szerokim łukiem, zobaczymy czy Młody kiedyś polubi ...

    OdpowiedzUsuń